Przegub i podium
Druga runda DSMP rozegrana na czeskim torze Most, zgromadziła na starcie 12 samochodów, które ścigały się razem z 24 zgłoszonymi w mistrzostwach Czech. Czasówkę, podobnie jak i wyścig, zdominowały czeskie zespoły, używające m.in. 5 aut znanych z niemieckich DTM (Audi A4 i Mercedes C-klasse) oraz Lamborghini Gallardo. Wśród ich kierowców nie zabrakło kilku gwiazd znanych nie tylko z czeskich torów. Obok Tomasa Enge (Czecha, legitymującego się m.in. krótkim epizodem w F1), na torze Most wystąpili: Włoch - Vitantonio Liuzzi (obecnie trzeci kierowca Force India F1, pierwszy raz w swojej karierze ścigający się pojazdem wyposażonym w dach - Mercedesem wystawianym przez Charouz Racing System) oraz Niemiec Peter Terting (doświadczony w wyścigach aut turystycznych - Audi A4 DTM ze stajni Bohemia Racing Team).

Lotus Piotra Soji był "czarnym koniem" zawodów. Do ostatniej chwili przed wyjazdem na II rundę Długodystansowych Samochodowych Mistrzostw Polski prowadzone były prace przy modyfikacjach samochodu.
- Skrzynia biegów dotarła do nas dopiero 10 dni temu. W tym czasie na specjalne zamówienie wykonano (w Toruniu) półosie, które bez problemów powinny wytrzymać moc rzędu 300 KM. W środę, po zamontowaniu większego niż na I rundzie silnika (Honda 2.4-litra zamiast 2-litrówki), auto było na hamowni w Warszawie. Udało się zmierzyć jedynie 300 KM i 300 Nm, ale to dlatego, że nie było warunków aby dostarczyć (wdmuchać) wystarczającej ilości powietrza do silnika. W czasie jazdy na torze rzeczywista moc powinna być nieco większa. Nie zdążyliśmy dotrzeć nowej jednostki, więc na Moście będziemy ją kręcić jedynie do 8 tys. obr./min. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, to po wyścigu znów jedziemy na hamownię i tydzień później wystartuję Lotusem w Cisnej (I runda GSMP), z silnikiem "rozkręconym" do 8.600 obr. Wtedy moc powinna oscylować w granicach 320-330 KM - opowiadał kierowca z Nysy. - Jesteśmy zadowoleni, bo w porównaniu z 2-litrową Hondą moc wzrosła o 50 KM a moment o 100 Nm. Nietypowa, bo przeznaczona do auta z napędem na jedną oś, skrzynia Sadev , ma być zdolna do przenoszenia momentu sięgającego nawet 400 Nm, więc powinno być dobrze.
Niestety, nadal nie zdążyliśmy zamontować instalacji do szybkiego tankowania. Nie mamy nawet dodatkowego zbiornika i nie znamy dokładnego zużycia paliwa, więc liczba postojów pozostaje dla nas zagadką. Prawdopodobnie pojedziemy na 2 lub 3 pit-stopy, bo benzyny na pewno nie wystarczy na półtorej godziny jazdy non-stop - wyścig trwa przecież aż trzy.

Drugim kierowcą Lotusa w wyścigach długodystansowych jest Michał Słomian, tegoroczny maturzysta z Oleśnicy, znany do tej pory głównie z kartingowych MP. Po kwalifikacjach, dzielił się swoimi wrażeniami.
- Nie licząc, Poznania (I rundy DSMP) za kierownicą Clio, gdzie nie udało się wystartować Lotusem, to mój pierwszy wyścig samochodem turystycznym. Tydzień temu jeździłem tu (Most) formułą (Renault 2000) w szwajcarskich mistrzostwach. Przesiadka do Lotusa była zaskakująco pozytywnym doświadczeniem. Zdecydowanie bardziej optymistycznie byłem nastawiony do startu "formułą". Niestety, nie mogliśmy wtedy znaleźć właściwego set-up’u. Lotusem natomiast, pojechaliśmy zaraz po włożeniu nowego silnika, skrzyni biegów i półosi, bez żadnych testów. Mimo tego było bardzo szybko i jestem nastawiony zdecydowanie pozytywnie.
Głównym problemem na sobotnich treningach było paliwo, odpływające na zakrętach. Trochę tracimy też przy odcięciu paliwa przy zmianie biegów. W porównaniu z "Porszakami" nieco wcześniej muszę hamować, ale w zakrętach wcale tak bardzo nie uciekają.
Na przesychającym torze Lotus prowadził się bardzo dobrze, podczas ulewy było trochę gorzej, bo na "poduszce wodnej" nieco rzucało. Trochę przeszkadzała mi też woda w kabinie, dostająca się do środka wszystkimi szczelinami. W sumie jednak jazda po zmianie silnika i skrzyni biegów, to sama przyjemność i rwę się do wyścigu.

Przed wyścigiem starszy z braci Soja (właściciel Lotusa) komentował wyniki piątkowych treningów wolnych i kwalifikacji (4 czas w DSMP, za dwoma Porsche i Ferrari):
- Od rana moja praca polega na tym, żeby wyeliminować "choroby wieku dziecięcego" po wprowadzonych przeróbkach Lotusa. Największym problemem jest paliwo, odpływające na lewych długich zakrętach. Najbardziej jest to widoczne na bardzo długi i szybkim (ok. 220 km/h na 5-6 biegu) skręcie po prostej start/meta. Pianka w bezpiecznym zbiorniku paliwa, teoretycznie powinna zapobiegać takim przypadkom, ale nawet po dodaniu przez nas dodatkowej przegrody (własnej konstrukcji) mamy kłopoty. Takie problemy nie występowały wcześniej z bardzo prostej przyczyny - w Poznaniu po prostu takich zakrętów nie ma! Przed wyścigiem zmodyfikujemy rzeczoną dodatkową przegrodę i sprawdzimy to na sesji warm-up.
Drugi kłopot, to zbyt długie odcięcie paliwa przy zmianie biegów, które też nas trochę spowalnia. To również spróbujemy poprawić przed warm-up.
Pierwszy raz jeździliśmy po deszczu i jesteśmy mile zaskoczeni bezproblemowym prowadzeniem Lotusa. Tracimy do Porsche trochę na prostych, ale na łukach Michał je doganiał i nawet próbował wyprzedzać. Po prostu Lotus jest łatwiejszy w prowadzeniu.

Sesja warm-up nie była w pełni udana dla starszego Soji:
- Z powodu małego problemu z hamulcami, na warm-up wyjechałem kilka minut później. Zapomniałem zaraz po wyjeździe jeszcze raz je dobrze sprawdzić i na pierwszym poważnym hamowaniu, okazało się, że Lotus hamuje, ale niestety tylko tyłem. Spowodowało to widowiskowy obrót połączony z podskokiem na tarce. Podczas tych ewolucji wyrwała się z zapinek pokrywa silnika i na tym, na szczęście, się ta przygoda skończyła.
Z powodu tej przygody zabrakło nieco czasu na dokładne przetestowanie poprawek, które po piątkowych treningach wprowadzili do Lotusa mechanicy.

Zarówno w piątek jak i w dzień wyścigu (sobota) nad Autodromem Most, przechodziły przelotne deszcze. W chwili startu, od kilkudziesięciu minut już nie padało, ale słońce jeszcze nie zdążyło go osuszyć. Mimo tego prawie wszyscy wystartowali na slickach.
Zaraz po stracie na tor wyjechał Sefety Car, bo na pierwszej szykanie strasznie się zakotłowało w ścisłej czołówce, z której bez strat wyszły jedynie trzy najszybsze auta. Safety car zjechał do depo już po jednym okrążeniu i zabawa trwała w najlepsze. Tyle, że nie dla wszystkich.
Sensacyjnie rozpoczął biało-niebieski Lotus (jedyny na torze) z nr 132, który mimo zaangażowania w zbiorową kolizję po starcie, przed zjazdem na pierwszy pit stop był 8. w generalce i drugi w DSMP. Na pierwszej zmianie jechał Michał Słomian:
- Mieliśmy wystartować na deszczówkach, które jednak tuż przed startem zdążyliśmy zmienić na slicka. Ponieważ tor był jeszcze mokry, na początku trzeba było dobrze dogrzać opony, bo tył trochę zamiatał na zakrętach. Ze względu na mały zbiornik paliwa, mieliśmy jechać z Piotrkiem na dwa pit-stopy i dwie zmiany kierowcy. Na pierwszym zakręcie po starcie było jakieś straszne zamieszanie; dostałem od kogoś "strzała" i myślałem, że się nie pozbieram. Przebiłem się jednak z 16 miejsca na ósme. Miałem szansę pogonić za szybszymi. Po kolizji coś wygięło się w zawieszeniu i chyba padła geometria. Lotus trochę dziwnie się prowadził, ale nie było tragedii. Trochę ucierpiał przedni spojler, który trzeba było zamocować taśmą na pit stopie. W kabinie było zdecydowanie za gorąco - na następne wyścigi musimy wymyśleć jakąś skuteczną wentylację. Temperatura na zewnątrz niewiele przekraczała 20 st. C, a po niespełna półtorej godziny jazdy byłem tak przegrzany, że miałem problem z wyjściem z auta. Zmiana była trochę długa. Później Piotrek gonił Seata, ale Lotusowi sił zabrakło. Z powodu nieukończenia wyścigu czuję lekki niedosyt, ale generalnie jestem zadowolony - tym autem można pojechać szybko i zrobić dobry wynik - podsumował Słomian swój pierwszy wyścig w Lotusie. - Głównym celem przed sezonem było pokonanie Seatów i próba nawiązania walki z Porsche, w celu zdobycia jak najwyższego miejsca w generalce. Wyścig w Moście pokazał, że jest to całkiem realne.

Przyczynę "zasłabnięcia" biało-niebieskiego Exige wyjaśnia Piotr Soja:
- Do pierwszego pit-stopu byliśmy na drugim miejscu wśród Polaków, a Czesi przed nami to głównie "DTM-y". Niestety kolizja tuż po starcie spowodowała m.in. uszkodzenie lewej półosi, która zaczęła wibrować, czego z kolei następstwem było uszkodzenie przegubu.
Mimo nieukończenia zawodów, jesteśmy zadowoleni. Okazuje się, żeby walczyć o najwyższe miejsca w wyścigowych MP nie trzeba wydawać 100 czy 150 tys. euro na zakup auta typu Porsche, a wystarczy zmodyfikowany egzemplarz seryjnego pojazdu. Na przygotowanie Lotusa do startów w sumie wydałem chyba ok. 25 tys. euro. Na "Most" przyjechaliśmy bez żadnych testów - bezpośrednio po złożeniu auta z nowym silnikiem. Po dopracowaniu szczegółów sądzę, że jest to konstrukcja umożliwiająca walkę o podium w generalce, a tytuł w klasie H-3500 wydaje się bardzo realny.

Ferrari Marcinkiewicza po kolizji za startem miało uszkodzone drzwi, zostało bez tylnego zderzaka i części prawego tylnego błotnika. Po godzinie i 17 minutach zmienił go Maciej Stańco, który zmagał się ze szwankująca skrzynią biegów, które po zjeździe na ostatnią zmianę kierowców (ostatnie pół godziny miał jechać Buscema) definitywnie odmówiło dalszej jazdy (zatarta pompa oleju uniemożliwiła obsługę skrzyni biegów) i zespół stracił trzecią lokatę w wyścigu (i prowadzenie w DSMP). Porsche Mariusza Miękosia i Adama Kornackiego odpadło po uszkodzeniu chłodnicy.

Linie mety po trzech godzinach jako pierwsze przejechało Audi A4 DTM Bohemia Racing Team (Milan Maderyc/Tomas Kostka/Peter Terting). Punkty za zwycięstwo w II rundzie DSMP zgarnęli Biliński z Myszkowskim (Porsche - 12 okr. straty), pokonując Gładysza z Kisielem (Seat - 15) i największą niespodziankę Artura Michela i Pawła Soję (młodszego brata Piotra - 21) w zaledwie 200-konnym Renault z nyskiego Taboss Racing. Niespodzianka była tym większa, że był to drugi 3-godzinny wyścig, przejechany na rezerwowym silniku, który sprawił się doskonale, zapewniając nyskiej ekipie drugie z rzędu zwycięstwo w klasie i jednocześnie zdecydowane prowadzenie w punktacji E1-2000.

- To dopiero mój pierwszy sezon w wyścigach, więc ciągle się uczę od Pawła Soji, który ma o wiele większe doświadczenie, a w Clio przejeździł już kilka ładnych lat. W miarę upływu czasu idzie mi coraz lepiej, zresztą wyniki mówią same za siebie - mówił po wyścigu Michel. -
Wynik w Czechach był dla nas (i czeskich organizatorów) sporym szokiem, bo przed nami znalazły się tylko Porsche i Seat, które mają znacznie więcej koni (nawet dwa razy) niż nasze Clio. Renault przez cały wyścig nie sprawiało najmniejszego kłopotu i jedynym problemem był start na deszczowych oponach (zamiast na slicku), spowodowany małym zamieszaniem organizacyjnym w jednoczesnej obsłudze dwóch samochodów (Clio i Lotusa) przez naszych mechaników. W wyniku tego podjęliśmy szybka decyzję o starcie na "deszczach", na których miałem pokonać pierwsze trzy okrążenia. Wprawdzie deszcz już nie padał, ale tor jeszcze w całości nie wysechł, więc tuż po starcie, dawało mi to przewagę, którą miałem maksymalnie wykorzystać przed zjazdem po slicki - opowiadał kierowca z Nysy. - W połowie wyścigu zjechałem na (już planową) zmianę i do mety bez żadnych przygód, dojechał Paweł - kończy

 
Copyright (c) 2003 by KBNetwork. All rights reserved.